Deficyt ziemi? W Mongolii?

Zimowy mongolski step
Zimowy mongolski step

W Mongolii – kraju 5-krotnie większym od Polski, a zamieszkałym przez niecałe 3 miliony mieszkańców, powyższy tytuł brzmi niewiarygodnie. Tak też było przez wieki i jest nadal na rozległych stepach, w terenach górzystych czy pustynnych. Ziemie są w zdecydowanej większości nieurodzajne,  a dodatkowo bardzo surowy klimat skraca okres wegetacji roślin do trzech, maksymalnie czterech miesięcy. W efekcie wykorzystywanie tych rozległych obszarów na cele rolnicze w formie pastwisk dla kilkudziesięciu milionów zwierząt uważa się za optymalne. Tradycyjnie więc, stada pod pozornie dyskretnym tylko okiem pasterzy przemieszczają się w poszukiwaniu pożywienia. Pasterze przenoszą wraz z nimi także swoje jurtowe domostwa, niekiedy kilkakrotnie w ciągu roku.

To wielowiekowy tryb życia nomadów, ludów, które nigdy nie musiały się liczyć z ograniczeniami prawa własności do tej czy innej łąki, nie napotykały na płoty, mury czy inne podobne przeszkody. W Mongolii nadal nie ma rejestrów gruntów, ksiąg wieczystych i tego typu wynalazków.

Sytuacja się jednak zmienia i to zwłaszcza w miastach i ich bezpośrednich okolicach. Odbywa się rodzaj wyścigu – kto pierwszy, ten lepszy, sprytniejszy i zaradniejszy. Kilku a miejscami kilkunastokilometrowy pas wokół stolicy i kilku innych miast jest w ostatnich latach zajmowany przez pajęczyny płotów, murów czy drutów kolczastych, które wyznaczają tereny „zarezerwowane”. Jest to w zdecydowanej większości samowola, przebieg tak wyznaczanych granic jest zupełnie dowolny, nieskoordynowany, nieprzewidujący często drogi dojazdowej czy dostępu do infrastruktury wodnej czy elektrycznej. Jakoś to będzie, a na razie jest już moje – to najprawdopodobniej motywacja i sposób myślenia tych „osadników”.

Podobna walka o każdy metr kwadratowy toczy się także w   miastach, ale tutaj metody są o wiele bardziej wymyślne i zaskakujące. Murowane budynki, gdyby to nagrać na filmie i odtwarzać z pewnym przyspieszeniem – są żywe, rosną! Przez noc potrafi powstać dobudówka, nadbudówka czy garaż. Wiele budynków, zwłaszcza w gęstej zabudowie centrów miast, przez te dzikie rozbudowy wręcz podwoiło zajmowany jeszcze 15 lat temu teren. Fakty dokonane najczęściej zdarzają się między piątkowym popołudniem a poniedziałkowym porankiem. Był trawnik – stoi restauracja albo zakład fryzjerski.

Inną metodą jest rozbudowa „kontenerowa”. Przy ścianie budynku „ktoś” ustawia niespodziewanie, z użyciem dźwigu, potężny kontener. I czeka. Jeśli po kilku tygodniach nie ma reakcji – kontener jest obudowywany murem i równie nagle jak się pojawił – znika.

Więksi inwestorzy potrafią z dnia na dzień zająć trawnik, plac zabaw dla dzieci, a nawet przegrodzić ulicę. I też czekają, nie ryzykując niczym  więcej, poza poniesionym kosztem ustawionego płotu. W końcu prędzej czy później zdołają załatwić formalności, przekonać lub przeczekać urzędnika, który ewentualnie stoi na przeszkodzie.

Oczywiście działania te dezorganizują ruch uliczny, wywołują narastający paraliż komunikacyjny, zwłaszcza w Ułan Bator. Zaczyna się nawet mówić o planach przeniesienia stolicy w nowe miejsce, bo wszelkie działania urbanistów są już grubo spóźnione i niemożliwe do realizacji. A przykład jest stosunkowo niedaleko, bo w prawie sąsiadującym z Mongolią Kazachstanie. Tam też Ałma-Ata stała się miejscem bardzo podobnych działań i władze, dzięki płynącym szerokim strumieniem petrodolarom, postanowiły zbudować Astanę, nową stolicę, praktycznie w szczerym stepie. Mongolia nie ma znaczących złóż ropy czy gazu, ale innych surowców – niemało. A ceny światowe na miedź, srebro, węgiel koksujący, uran, molibden, cynę – rosną.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *