Mongolska kuchnia

Posiłek na stepie
Posiłek na stepie

Tradycyjna mongolska kuchnia jest bardzo odmienna od europejskich, ale też i wielu azjatyckich  standardów. Jest o wiele bardziej odległa od innych różnic: kulturowych, muzyki, ubiorów, wyposażenia mieszkań, motoryzacji, medycyny…. W tych obszarach podobieństwa obserwowałem każdego dnia, w wielu dziedzinach różnice były  wręcz trudno dostrzegalne. Z kuchnią jest inaczej – Mongolia to zupełnie inny świat. Wynika to z tradycji, ale głównie z trudnych warunków klimatycznych, powodujących bardzo ograniczoną podaż surowców roślinnych. W mongolskich warunkach pogodowych nie dojrzewa praktycznie żaden znany owoc! Wyjątkami mogą być jedynie leśne borówki i jagody. Podobnie sytuacja wygląda z ziołami, co przez wieki ograniczało dostęp do przypraw, a nawet  zwykłą sól czyniło drogim delikatesem.

Z warzyw udają się uprawy zaledwie kilku podstawowych – ziemniaków, marchwi, kapusty, ogórków, czasami pomidorów. Bogato zaopatrzone sklepy i bazary oferują jednak wszystko. Wszystko, i to w atrakcyjnej dla wzroku jakości, przyjeżdża od  dwudziestu już lat przede wszystkim z sąsiadujących od południa Chin. Oferta zatem jest olbrzymia, tradycja pozostaje  natomiast tradycją. Mongolska kuchnia jest zdecydowanie zdominowana w okresie letnim przez mleko (z pochodnymi, w tym serami, które raczej sprawiają wrażenie zasuszonych kożuchów z mleka), a w okresie zimowym przez mięso. Cała reszta – to jedynie dodatki i dekoracje. Posiłek Mongoła to zawsze duży i tłusty kawałek słabo osolonego mięsa. Dominuje baranina, łatwo dostępna jest też wołowina, tańsze od niej jest mięso końskie i wielbłądzie. Nie ma zwyczaju spożywania młodego mięsa np. cielęciny. Smakosze takich dań mogą wręcz spotkać się z towarzyską izolacją. Niechętnie są też w Mongolii spożywane   ryby. Mięso bywa rozdrabniane, bardzo często przygotowywane w formie pierogów, gotowanych w wodzie czy na parze (buudzy),  albo smażonych w głębokim tłuszczu (chuuszury). Zawsze jednak zawartość musi być tłusta… Popularne są zupy mięsne, często, zwłaszcza w warunkach stepowych  –  gotowane na bazie suszonego mięsa.  Jeśli Europejczyk zostanie poczęstowany takim posiłkiem – natychmiast po spróbowaniu rozgląda się za solą, pieprzem, papryką czy innymi „vegetami”.

Drugim podstawowym surowcem, na bazie którego tworzy się wiele wymyślnych dań, jest mleko. Mleko krowie nie jest specjalnie cenione, o wiele wyżej  tłustsze mleka wielbłądów, klaczy, owiec, kóz, jaków…… Dieta bogatotłuszczowa stosowana jest od wczesnego dzieciństwa do późnej starości. Najważniejsza jest kaloryczność potraw, walory smakowe i atrakcyjność wzrokowa są znacząco mniej ważne.

Powyższe spostrzeżenia nie dotyczą turystów czy przebywających dłużej w Mongolii obcokrajowców.  Od wielu już lat oferta handlowa jest bardzo bogata, w czym niemały jest też udział polskich eksporterów. W Ułan Bator i innych większych miastach bez trudu można kupić w zasadzie to samo, co w przeciętnym europejskim sklepie. Przygotowanie z tych produktów dań atrakcyjnych dla naszego podniebienia – wymaga jednak inwencji i talentu. W placówce udawało nam się wyszkolić  mongolski personel w przygotowywaniu fantastycznych zup, rolad z wielbłądziny nie różniących się smakiem od wołowych, klasycznego polskiego bigosu, pasztetów, wspaniałych deserów lodowo-owocowych mimo 35 stopniowego mrozu  za oknem……..

Kilka słów o napojach. Nawet woda pitna bywa  na olbrzymich obszarach tego kraju problemem.  Klasycznym napojem, kojarzonym na całym świecie z Mongolią jest kumys. To mleko klaczy, poddane wielodniowej fermentacji, zawierające niewielką ilość alkoholu. Drugim popularnym napojem jest „sute caj”, czyli gorąca herbata z mlekiem i dodatkiem masła i soli. W smaku dominuje słonawe mleko, herbata jest prawie niewyczuwalna. Dostępne są też w szerokiej ofercie piwa, wódki, trochę gorzej z lepszymi winami, których oferta jest także bogata, ale ceny wysokie. Wódki markowe w szerokim asortymencie dostępne są w cenach światowych, wódki wyraźnie niemarkowe można nabyć w cenie nawet poniżej dolara za ½ litra, pochodzące prawdopodobnie z nielegalnych dostaw z Chin. Produkcja piw i wódek mongolskich wzrasta corocznie o kolejne 25% w stosunku do poprzedniego roku.

W Ułan Bator dostępne są dziesiątki restauracji, oferujących dania z całego świata: rosyjskie, ukraińskie, chińskie, japońskie, koreańskie, indyjskie, tajskie, wietnamskie, ale też francuskie, niemieckie, włoskie, węgierskie, czeskie. Niezależnie od nich funkcjonują setki barów i restauracji typowo mongolskich,  gdzie można najeść się do syta nawet za równowartość jednego amerykańskiego dolara.

Jednoznacznego sprostowania wymaga też wielokrotnie ponawiana sprawa częstowania gości okiem wołu czy konia. To w Mongolii się nie zdarza! Podobno bywa tak w Kazachstanie, ale też  nie mogę tego potwierdzić. Mongołowie nigdy nie przymuszają gościa do jedzenia czy picia. Częstują, dolewają, wznoszą toasty…. ale nigdy do niczego nie zmuszają. I za to też ich polubiłem.

Comments

  1. Marzena Cytlak says

    Zbyszku,
    dziękuję za to,ze znalazłeś czas,żeby podzielić się z nami swoimi doświadczeniami i przeżyciami.
    czekam na więcej-pozdrawiam serdecznie Marzena

    • says

      Dziękuję za ciepłe słowa, wielokrotnie łapię się na tym, że wszystkie wydarzenia lokalizuję w czasie w trzech przedziałach: przed, w trakcie, i po Mongolii. Ten pobyt odcisnął się w naszej pamięci na lata.

  2. krzysztof gniazdowski says

    Dziekuje za wspaniala strone, co do mongolskiej kuchni to potrawy sa naprawde smaczne chociaz w porownaniu z kuchnia np: europejska mongolska kuchnia jest bardzo uboga.

  3. Badamkhand.D says

    Panie ambasadorze,
    Dziękuję za taką stronę,naprawdzę bardzo jestem wzruszona ,bardzo mi się podoba,pozdrawiam!

  4. Joanna says

    fantastyczna strona, zarówno pod względem merytorycznym jak u graficznym…przepiękne zdjęcia i mnóstwo pożytecznych informacji, żałuję tylko, że trafiłam na nią po powrocie z Mongolii a nie przed wyjazdem…

  5. Katarzyna says

    Fantastyczna i bardzo pomocna strona. Czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Wybieram się wkrótce do Mongolii z długą wizytą i z ogromnym zaciekawieniem czytam Pana felietony.

  6. Ragchaa Batsaikhan says

    Mnie się bardzo podobało. Zawsze tak myślałam, jak będzie wyglądała nasza kuchnia wobec obcokrajowców. Dodałabym jeszcze tak zwanę “horhog”. Dziękuję za taką wspaniałą stronę.

Trackbacks

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *