Mongolskie dzieci

Flickr + Highslide encountered an error

Error: SSL is required

Mała Buriatka
Mała Buriatka

Po kilku miesiącach pobytu w nowym otoczeniu zauważam, że moje pierwsze obserwacje mongolskich realiów, powoli ulegają pogłębieniu i uszczegółowieniu. Przykładowo dostrzegam istotną różnicę w zachowaniu mongolskich dzieci, w porównaniu z ich polskimi rówieśnikami. Są bardzo spokojne i grzeczne, prawie zawsze uśmiechnięte, życzliwe i ufne w stosunku do przyjezdnych. Są też wyjątkowo urodziwe. Małe dzieci są zwykle noszone przez rodziców i to znacząco częściej przez ojców niż przez matki. Popularne u nas wózki nawet w miastach są rzadkością, a w stepie są zupełnie nieznane lub znane, ale z powodu zimna – niepraktyczne.

Pewnego razu, gdy wszedłem do budynku ułanbatorskiej opery, zaskoczyła mnie obecność wielu małych, 3,4,5 letnich widzów wraz z rodzicami. Spodziewałem się, że będą hałasować, płakać, biegać po widowni. I tu kolejne zaskoczenie. Cały ponad 2-godzinny spektakl przebiegł w absolutnej ciszy, poza dwoma dzwonkami telefonów komórkowych, należących z pewnością do starszych widzów.

Kolejną okazję – bardziej pogłębioną – obserwowania zachowań mongolskich dzieci miałem podczas wizyty w cyrku. To stały, okazały obiekt, wybudowany w latach 70-tych zapewne z inspiracji rosyjskiej. Duża okrągła sala wypełniona do ostatniego miejsca, oraz dodatkowo setki małych dzieci na kolanach dorosłych. I znów cisza, spokój i oklaski po każdym udanym występie. W przerwie była możliwość zrobienia sobie pamiątkowych zdjęć z klownem lub ze słoniem. Dzieci ustawiły się w uporządkowanych kolejkach i bez hałasu i przepychania wszystkie poddały się fotograficznemu dokumentowaniu. Czy obserwowane zachowania wynikają z innych wzorców wychowawczych, czy z surowości klimatu, zmuszającego do przebywania przez wiele zimowych miesięcy w małych, zapewniających ciepło pomieszczeniach? Pytani o to dorośli Mongołowie nie rozumieli problemu, to raczej oni dziwili się, że w Europie może być inaczej.

Moja koleżanka ze studiów – doświadczony pediatra – twierdzi, że to może być wynik zaspokajania przez rodziców podstawowych potrzeb dzieci: sytości, ciepła i bezpieczeństwa. Rodzice nie reagują natomiast na chwilowe zachcianki i dzięki temu dzieci mają świadomość, że nic nie są w stanie wymusić grymaszeniem. Chyba to prawda.

Są oczywiście także elementy wspólne dla wszystkich dzieci, jakie spotykałem w krajach ciepłych i zimnych, biednych i bogatych. Mongolskie dzieci też lubią ruch, zabawę, muzykę i… słodycze, a niektóre polskie “łakocie” mają już tutaj utrwaloną pozycję rynkową. Pozwala to budować pozytywne skojarzenia, że Polska to kraj czekoladowego dobrobytu. Dlatego też bardzo przydały się jako upominki noworoczne, zabrane z Polski wiśnie czy śliwki w czekoladzie, które stanowią tutaj luksusową nowość.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *