Objawy szybkiej modernizacji………………….

Nowoczesna Mongolia
Nowoczesna Mongolia

Piszę ten tekst po kilkunastu miesiącach pobytu w Mongolii, za chwilę upłynie półtora roku od naszego tutaj lądowania. A mimo to już dostrzegamy zaskakujące zmiany, przejmowanie zachodnich rozwiązań technologicznych czy rynkowych. Dalszy pobyt z pewnością pozwoli obserwacje te dalej wzbogacać, ale tych kilka pierwszych uwag szybko zapisuję, aby katalog spostrzeżeń później rozbudowywać. Ułan Bator to od kilku już lat wielki plac budowy. W ostatnich dniach  wybrałem się, po rocznej nieobecności, na tereny lewobrzeżnej stolicy, gdzie pamiętam duże obszary łąk i nieużytków. Wszystko pogrodzone, place budów sąsiadują ze sobą, setki robotników (w większości chińskich) pracują od rana do wieczora.

Rosną bloki mieszkalne, apartamentowce i rodzinne szeregowce. Niektóre już tynkowane i przygotowywane do wprowadzania się mieszkańców. W ciągu roku od stepowego nieużytku!

W związku z boomem budowlanym obserwuję też nowość technologiczną – wielkie samochody do przewozu betonu. Jeszcze ubiegłorocznej wiosny widziałem wiele scen mieszania betonu w małych betoniarkach a nawet metodą znaną mi z dzieciństwa – z użyciem grabi i polewaczki. A teraz przy niektórych placach budów stoją w kolejce kręcące się „gruszki” z betonem, podawanym następnie prosto do szalunków przez specjalistyczne urządzenia ciśnieniowe.

Krótko po przyjeździe do Mongolii odwiedziłem kilka świątyń buddyjskich. Wiosną 2007, goszcząc delegację z kraju odwiedzałem je w roli przewodnika – ponownie. Ale i tutaj zaskoczenie, wprowadzono komputerowy system zapisywania intencji modlitw, które mają odmawiać lamowie, a nawet kasy fiskalne – dokumentujące dobrowolne wpłaty, czyli ofiary wg. zasady „co łaska”!

Inną nowością wiosny 2007 są rowery. Nagle pojawiły się ich setki a władze stolicy w jedną z niedziel zamknęły całe centrum miasta dla ruchu samochodowego, aby promować zdrowy i ekologiczny styl życia, co dla rowerzystów było jednodniowym rajem. Rower na stepie nie spełnia zupełnie swojej roli z powodu braku dróg, ukształtowania terenu i dużych odległości. Na spotkaniu z 12-toma mongolskimi studentami, którzy wyjeżdżali wiosną do Polski, pytałem o ich gotowość udziału w rowerowych wycieczkach wokół Poznania. Okazało się, że tylko kilku z nich potrafi jeździć na rowerze. Ale umiejętność jazdy konnej zadeklarowali wszyscy. Teraz, w maju 2007 roku, uruchomiono nawet montownię chińskich jednośladów, aby obniżyć ich rynkowe ceny.

Nowości dotyczą też handlu. Tradycją jest handel bazarowy, ale wbrew wpływom z Chin czy Bliskiego Wschodu – ze sztywnymi cenami i bez targowania. Akceptujesz cenę – kupujesz, nie akceptujesz – szukasz szczęścia dalej. Jest też wiele różnej wielkości sklepów: od małych osiedlowych czy przeklejonych do klasycznego betonowego bloku aż do samoobsługowych olbrzymów. Wiosennym zaskoczeniem było jednak dla nas otwarcie giganta z butami. Na czterech kondygnacjach, po kilkaset metrów kwadratowych każda, zgromadzono tysiące par butów i po prostu trudno wyobrazić sobie klienta, który wychodzi z tego molocha bez charakterystycznego pudełka.

Szybkie zmiany widać też w codziennych kontaktach. Moi mongolscy rozmówcy i znajomi zmieniają stroje, ubrania, buty, samochody, meble, telefony komórkowe, laptopy… I to wszystko zauważamy raptem po roku.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *