Polacy w Mongolii

Mimo wyraźnie odczuwanej na co dzień życzliwości wobec Polski i Polaków, dłużej niż pół roku zamieszkuje w tym kraju  zaledwie kilka, być może kilkanaście osób. Jest to spowodowane przede wszystkim trudnym, surowym klimatem Mongolii, ale też pewną niechęcią w stosunku do obcokrajowców, zwłaszcza azjatyckich, ale też i „białych”. Zdecydowana większość Polaków utrzymywała kontakty z ambasadą, dlatego mogę próbować ich losy w syntetycznym skrócie przedstawić, zmieniając prawdziwe imiona.

Pan Roman – polski inżynier po studiach ukończonych w latach 80-tych. Przyjechał do Mongolii instalować urządzenia techniczne budowanej w ramach pomocy RWPG – fabryki cegły silikatowej. Następnie, po uruchomieniu produkcji nadzorował proces technologiczny. Poznał Mongołkę…..i został. W tej chwili to już prawie 20 lat.

Pan Janek z żoną. Polskie młode małżeństwo, blisko związane z Kościołem katolickim. Przyjechali do Mongolii kilka lat temu, aby udzielać pomocy duszpasterskiej i organizacyjnej w nowo utworzonej parafii katolickiej na peryferiach Ułan Bator. Niezwykle skromni, oddani swojej pracy, zaangażowani. Mimo posiadania własnych dzieci zdecydowali się na adopcję pary mongolskich sierot.

Ks.Jerzy – polski duchowny katolicki, salezjanin. Wspólnie z duchownymi azjatyckimi – z Korei, Malezji, Wietnamu, prowadzi ośrodek wychowawczy i edukacyjny dla chłopców, najczęściej sierot i dzieci ulicy. Warunki bytowe – zwłaszcza w okresie zimowym – bardzo, bardzo skromne.

Panie Ewa, Marta i Nina – wolontariuszki przyjeżdżające na kilkumiesięczne pobyty, aby wspierać w działaniach ks. Jerzego.

Brat Józef – wypełnia podobne zadania jak ks. Jerzy, ale w drugim co do wielkości mieście Mongolii – Darchanie.

Pani Hania – absolwentka polonistyki krakowskiego UJ, poznała młodego Amerykanina – finansistę, odbywającego staż w Polsce. Po zawarciu związku małżeńskiego nagle mąż otrzymał polecenie podjęcia pracy w Mongolii. Spędzili w tym kraju ok. dwóch lat, odlecieli do Indonezji.

Pani Irena – żona prezesa jednego z mongolskich banków, Amerykanina, z bardzo interesującą, ale też skomplikowaną drogą życiową. Zajmuje się kolekcjonowaniem i sprzedażą dzieł mongolskich plastyków w galeriach Mongolii, USA, Europy.

Panie Kasia i Maria –  lektorki języka polskiego, przebywające w Mongolii na rocznych kontraktach i prowadzące zajęcia na kierunku „polonistyka” Uniwersytetu Państwowego w Ułan Bator.

Pan Marek – mąż Pani Kasi, przejechali razem, chociaż kontrakt posiadała tylko małżonka. Szybko znalazł pracę jako nauczyciel języka angielskiego w jednej z prywatnych szkół.

Corocznie do Mongolii dociera kilkuset polskich turystów, którzy zwykle radzą sobie doskonale bez pomocy ambasady, ale w przypadku choroby, wypadku, kradzieży dokumentów – pojawiali się o różnych porach dnia, i nie tylko.

W trakcie mojego pobytu przebywało też stale kilka osób, które ani nie były turystami ani nie mieściły się w kategorii – pobyt ponad 182 dni. To najczęściej polscy studenci mongolistyki, przyjeżdżający na semestralne pobyty szkoleniowe i doktoranci – przyjeżdżający poszukiwać dokumentów, zabytków, zapisywać na profesjonalnym sprzęcie mongolskie pieśni, zgodnie z tematyką ich przewodów doktorskich. Pojawiali się też polscy wykładowcy na szkoleniach prowadzonych w ramach organizacji pozarządowych, eksperci szkolący personel handlowy, oferujący sprzęt gospodarstwa domowego, sprężarki, generatory prądu i inne wyroby techniczne polskiej produkcji.

Comments

  1. Tomasz Tomiak says

    Szanowny Panie Ambasadorze,
    Chciałbym nawiązać współpracę z importerami czy też hurtownikami warzyw i owoców w Mongolii.
    Czy istnieje jakaś możliwość za pana przysługą otrzymania danych teleadresowych ewentualnych odbiorców.

    z poważaniem Tomasz Tomiak

Trackbacks

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *